sobota, 16 marca 2013

2.

"- Mam ją. – powiedział ktoś za mną. Spojrzałam tam i szybko wstałam.
- Czego chcecie?! – krzyknęłam. Nic nie odpowiedzieli, jakby w ogóle nie słyszeli tego pytania. – Nie zbliżajcie się. – powiedziałam, biorąc nóż do ręki.
- O, dziewczynka ma nożyk. Uważaj, bo możesz się skaleczyć. – rzekł ten, który był najbliżej mnie.
- Nie zbliżajcie się do mnie. – powtórzyłam przerażona, myśląc, że to coś da. Ten który był najbliżej mnie, zaczął się do mnie zbliżać. 
- Pójdziesz z nami sama czy mamy wziąść Cię silą? - zapytał kiedy był już naprzeciwko mnie. Rzuciłam broń na  podłoge. - Dobra dziewczynka. - uśmiechnął się. - Chodź. - wyciągnął do mnie rękę. "Czego on ode mnie chce?!" Uderzyłam go nogą w czułe miejsce i zaczęłam uciekać. Biegłam ile miałam sił w nogach. Spojrzałam do tyłu, cały czas za mną biegli. Nie miałam już siły. Wbiegłam do parku i schowałam się za drzewem, ciężko oddychając. "Jaka ja głupia. Zaraz mnie znajdą."pomyślałam. Ku mojemu zdziwieniu przebiegli obok mnie, nie zauważając mnie w ogóle. Uśmiechnęłam się i wyszłam z ukrycia. 
- Głupia. - zobaczyłam niedaleko mnie jednego z tych facetów. - Widać, że musimy Cię wziąść siłą. - zaczął się do mnie zbliżać, a ja z każdym krokiem oddalałam się od niego. Nagle poczułam jakąś przeszkodę. Odwróciłam się i zobaczyłam, że wpadłam na kolejnego faceta, którzy mnie gonili, a reszta stała za nim.
- Kurwa... - szepnęłam. Ten pierwszy złapał mnie za dłoń i przyciągnął bliżej siebie, później złapał drugą dłoń.
- Nawet się nie szarp. - rzekł. "Już po mnie."pomyślałam. 
- Zostawcie ją. - usłyszałam, a po chwili nie byłam już przez nikogo trzymana. Odwróciłam się i zobaczyłam... Braysona? - Odsuń się. - powiedział do mnie. Zrobiłam to o co mnie poprosił, a sam zajął się tymi facetami. Po chwili leżeli już na ziemi. 
- Dzięki. - powiedziałam. Spojrzał się na mnie i lekko uśmiechnął. "Jaki przystojny..."pomyślałam. Złapał mnie za dłoń i zaczął mnie gdzieś ciągnąć. Przestraszyłam się. - Gdzie idziemy? - zapytałam.
- Nie martw się. Nic Ci nie zrobię. - powiedział z uśmiechem, którego widziałam tylko część, bo szłam za nim. "Ale ja nadal nie wiem, gdzie idziemy."
Po jakiś dziesięciu minutach dotarliśmy do miejsca. Okazał się nim być plac zabaw. "Dziwne..." Brayson usiadł na jednej z huśtawek i zaczął się lekko bujać. Natomiast ja usiadłam na drugiej.
- Przepraszam. - usłyszałam po chwili.
- Za co przepraszasz? - nie wiedziałam o co mu chodzi.
- To przeze mnie chcą Cię zabić. 
- Co?
- Wtedy, w parku dałem Ci moc przewidywania przyszłości...
- Ale czemu mi?
- Byłaś najbliżej. - zdenerwowałam się.
- To zabierz ją.
- Nie mogę." 
*************************************************
Króciutka notka po tak długim czasie... Mam nadzieję, że mi wybaczycie. ;D
Pozdrawiam ;3

1 komentarz:

  1. O kurcze zarąbisty rozdział.
    Szkoda że tak krótki ale i tak fajny.
    Czekam na następną :D

    OdpowiedzUsuń